Materiały na temat dworu w Woli Sękowej, od Ewy Wójtowicz
Ewa Wojtowicz. Właścicielka agroturystyki „Dwór Wola Sękowa”. Dzięki jej pracy na rzecz zachowania wspomnień dotyczących dworu i jego mieszkańców, dysponujemy dziś dokumentami i zdjęciami, zebranymi na jej zlecenie przez Czesławę Szetela w latach 90 XX wieku. Są to niezwykle cenne relacje nieżyjących już mieszkańców Woli Sękowej. Jako nabywczyni podupadającego terenu dawnego dworu i zrujnowanego budynku czworaków dworskich, doprowadziła je do stanu dzisiejszego i wspólnie z rodziną prowadzi tam agroturystykę „Dwór Wola Sękowa”. W materiałach, przekazanych przez panią Ewę widać nie tylko ślady pamięci o mieszkańcach dworu ale też relacji między Polakami, a Rusinami, zamieszkującymi dawniej Wolę Sękową, oraz ślady wojny, która przetoczyła się po równi przez świat, Europę i nasza małą ojczyznę. 2. Fragmenty wspomnień mieszkańców, zebrane w latach 90 XX wieku przez Czesławę Szetela. 3. Wspomnienia Tadeusza Czapli 3. Wspomnienia Marii i Józefa Naparłów
Fragmenty wspomnień Adama Czapli
Adam Czapla. Urodzony w 1956 roku w Woli Sękowej. Wolanin z urodzenia i rodowodu. Jego przodkowie w linii męskiej żyli w Woli Sękowej od kilku pokoleń, dzięki czemu ze wspomnień Adama Czapli dowiadujemy się o wielu rzeczach, o których pamięć przekazali mu rodzice i dziadkowie. Z tegorocznej rozmowy dowiedzieliśmy się, między innymi, jaka jest legenda związana z krzyżem, stojącym dawniej nieopodal miejsca, w którym stanął obecny kościół filialny im. św. Michała Archanioła w Woli Sękowej. Jest to bardzo ciekawe miejsce, z którym łączą się różne legendy. W czasie dwóch lat badań terenowych usłyszeliśmy trzy wersje powodów, dla których krzyż był postawiony. Pan Adam opowiedział o nim na miejscu, gdzie krzyż dawniej stał. A.K. Gdzie ten krzyż był? Jaka to z nim historia jest? A. Cz. Jak chodzili sobie na Starą Wieś, tu urodziła. I jedno dziecko umarło, a drugie przeżyło. I dziadek (mój) tu miał młyn. Pituch. I ona w tym młynie została. Oni poszli na Starą Wieś, wrócili i zabrali ją na Węgry z powrotem. I ona, jak dwadzieścia lat skończyła, przyjechała w to miejsce, postawiła krzyż. A ten krzyż był postawiony gdzieś w 1914 roku. Jeszcze przed pierwszą Wojną Światową. I stał gdzieś do 1966 roku. Potem jak spadł to
Fragmenty wspomnień Jana Konika
Jan Konik. Urodzony w 1952 roku w Woli Sękowej. Dzieciństwo spędził w budynku dzisiejszego Uniwersytetu, gdzie zostali skierowani jego rodzice, pochodzący z Tokarni. Razem z innymi rodzinami, które w czasie wojny straciły dach nad głową, spędzili w tym budynku kilka pierwszych, powojennych lat, budując w międzyczasie nowe domy. Po ślubie przeniósł się z żoną do Sanoka, jednak wrócił do Woli Sękowej, żeby pomóc rodzicom w gospodarce. Przekazał wiele wspomnień, które pamiętał od swoich rodziców – dotyczących relacji polsko – rusińskich i trudnego okresu wojennego. 1. Miejsce urodzenia Urodziłem się w Woli Sękowej w Szkole. W 1952 roku. Na parterze. Jak się wchodzi głównym wejściem na lewo. Rodzina pochodzi z Tokarni. Było tam ze cztery rodziny polskie. Zostali, reszta została wywieziona jak wysiedlili Ukraińców. Ojca dali tu, do szkoły. Wioska została pusta. Mieszkaliśmy w szkole, dopóki się nie pobudowali. 2. Elektryfikacja. Wieczory przy lampie naftowej. Pierwszy widok oświetlonych prądem okien. - Jesienią była lampa. U nas była numer dziesiątka. Inni mieli piątkę, malutką. A kto miał więcej, to miał dwunastkę. Czym większa cyfra, tym lampa miała szerszy knot. Jaśniejsza. Ale ta mała pobierała z kolei mniej nafty. I ona była mniejsza. Był pojemnik na naftę, na to szkło się zakładało i to się świeciło. - Jedna była
Fragmenty wspomnień Marii Więcławskiej
Maria Więcławska. Urodzona w 1950 roku w Woli Sękowej. Rozmówczyni o niezwykłej pamięci i wiedzy na temat członków swojej rodziny, których koleje losu i polityczne zrządzenia porozrzucały po Polsce i świecie. Pani Maria podzieliła się też z nami niezwykle obrazowym wspomnieniem, dotyczącym sceny rozbierania cerkwi w Woli Sękowej, z nakazu lokalnych władz, w latach 50 XX wieku. 1. Zburzenie cerkwi w Woli Sękowej Cerkiew miała wewnątrz kolorową polichromię, jakieś niebieskie kolory mi się kojarzą. Ściany były pomalowane albo pokryte płótnem. Nie pamiętam dokładnie, wiem, że całe ściany były pomalowane. Byłam dzieckiem. Nikt nie chciał pierwszy uderzyć siekierą w tą cerkiew. Ludzie protestowali, kobiety płakały, krzyczały, a myśmy, jako dzieci, nie wiedzieli o co chodzi. Pamiętam moją przyszywaną babcię, Zosię. Ona bardzo krzyczała. Bardzo. I ta druga babcia, sąsiadka, ona była grekokatoliczką. Natomiast babcia Rajchlowa to była rzymokatoliczka. Ale obydwie tam wtedy były. Zresztą, inne kobiety ze wsi też przyszły, tylko ja nie wiedziałam kto jest kto. I taki był płacz tam i krzyk: „Nie dajcie świątyni! Nie dajcie!” No ale co. Kazali zburzyć.Te dwie kobiety zapamiętałam, bo je znałam. Jako dziecko ja słabo się orientowałam o co tu chodzi. No i później - nie ma świątyni, to nie ma. Zbudowali z desek Dom Ludowy. A
Fragmenty wspomnień Haliny Soleckiej
Halina Solecka. Urodzona w 1961 roku w Nadolanach. Jako młoda dziewczyna pracowała przez rok w sklepie w Woli Sękowej. Czas jej pracy pokrył się z okresem kryzysu, co sprawiło, że praca w sklepie stawała się dużym wyzwaniem. Podczas rozmowy opowiadała o blaskach i cieniach tego momentu swojego życia, a także o kryminalnym wydarzeniu, jakim było pamiętne włamanie do sklepu. Warto wspomnieć, że dziś w budynku po sklepie mieści się Pracownia ceramiczna ULRA. 1. Praca w sklepie w czasach kryzysu Nie stresowało mnie, bo ja to lubiłam. Jak byłam małym dzieckiem, tu sąsiadka pracowała w Nadolanach w sklepie. Zawsze w niedzielę szła towar wykładać. Ja z nią za rękę szłam ten towar wykładać do tego sklepu, ja to lubiłam. Po prostu od dziecka. Nie stresowało mnie to. Tylko, że to były takie czasy ciężkie, że ile człowiek udźwignął od tych słów na barkach, to to było jego. Kryzys był. Do sklepu przeszło 2 kilo Kiełbasy Zwyczajnej. Kolejka była. Nie wiadomo było jak to dzielić. To później takie wyzwiska
Fragmenty wspomnień Teresy i Jerzego Cieślar
Teresa Cieślar. Urodzona w 1946 r. w Woli Sękowej. Jako dziecko odwiedzała często tatę, pracującego w kopalni ropy naftowej w Woli Sękowej. We wspomnieniach przytacza zwyczaje związane z pracą i świętowaniem, m. in. sobótek. Lubiła pracę w gospodarstwie, pomagała rodzicom, prowadziła własny dom. Po śmierci pierwszego męża, wyszła ponownie za mąż za Jerzego Cieślar (ur. 1955 r.), który był obecny przy rozmowie i uzupełniał niektóre wypowiedzi na temat pracy i dawnego trybu życia. 1. Praca. Budowa domu. T.C.: Kto chciał to się narobił. Moja mama to się strasznie narobiła. Ona końmi jeżdziła. Parę koni brała, do lasu. Buty tatowe [zakładała], takie gumofilce, i do lasu po drzewo jeździła. Tata wreszcie, tam na kopalni był. To w przerwie: hut, hut, hut. Jodły nacieny i nałożyły na wóz i mama pojechała na tarak. Tam na takie góry wyjechała, już nie mogła, konia gonić, puściła lejce i wio. Konie zegnały jak długie. Na dole tam stanęły, mama doszła. Takie fajne konie miała. Doszła i pojechała na tartak. Na tartaku sama se kloce zwaliła [z wozu]. Najgorzej było deski nałożyć, to jej czasami jakiś chłop pomógł. I cały ten dom [w którym toczyła się rozmowa], to z tego drzewa, co mama woziła. To drewniany. Tam na tartaku ucieni, ona
Fragmenty wspomnień Jana Gierlickiego
Jan Gierlicki, ur. 1936 r. Urodził się w Głębokiem, gdzie przeżył dzieciństwo i młodość. Do Woli Sękowej trafił w latach 60 XX w., w związku z pracą leśniczego, którą wykonywał. Zamieszkał w leśniczówce na Roztokach, gdzie z żoną mieszka do dziś. 1. Wspomnienia dotyczące rozebrania cerkwi w Woli Sękowej [Ludzie z Woli Sękowej] Nie dali cerkwi wziąć [na cel budowy domu ludowego w Głębokiem]. I rozebrali, postawili dom ludowy [w Woli Sękowej].A jak mogli nie dać?No nie dali, stanęli ludzie z motykami, z siekierami czy jak tam. Ja nie wiem jak to było, ale nie dali. A Sieniawa, nie? A Sieniawa dostała cerkiew w Wernejówce. Znaczy był tak jakby drugi przydział, inny przydział dostali. Pojechali. I wie Pani, wszystko się da załatwić. Pojechali do Sanoka, bo widzieli jaka jest sytuacja, oni postawią sobie dom ludowy, tak samo i
Fragmenty wspomnień Marii i Jana Jakubowskich
Jan Jakubowski. Urodzony w 1929 roku w Nadolanach. Mówi o sobie, że od małego „chodziła za nim muzyka”. Uczył się grać, podsłuchując starszych muzyków. Jego talent muzyczny dostrzegli bliscy. W wieku kilku lat dostał pierwszą harmonię od wujka, który zarobił na nią podczas wyjazdu za granicę. Później, jako nastolatek, skończył dwie klasy szkoły muzycznej we Wrocławiu, dzięki cioci, która wyjechała po wojnie na tzw. Ziemie Odzyskane. Wrócił do Nadolan i grał jako harmonista w Kapeli Janów, ogrywając wesela i zabawy w okolicy. Maria Jakubowska. Urodzona w 1944 roku w Dydni. Jako młoda dziewczyna mieszkała z rodziną w pożydowskim domu w pobliżu PGR-u w Woli Romanowej, gdzie przeprowadzili się z Dydni, szukając lepszych warunków do życia. Tam, podczas wiejskich dożynek poznała muzyka – Jana Jakubowskiego. Po pół roku, podczas którego Jan dojeżdżał z Nadolan do Woli Romanowej rowerem, została jego żoną i przeniosła się do Nadolan. Pracowała w gospodarstwie, wychowywała dzieci i utrzymywała dom. Swoim córkom przekazała talent i zamiłowanie do śpiewania. Fragmenty rozmowy: 1 J.J.: Żyło się zgodnie. A w niedzielę. Każdę niedzielę, choć i Niemce byli. To potajemnie, ale zabawy takie się chodziło. M.J.: Potańcówki. J. J.: No a ja był chłopczyskiem. Od samego chłopczyska mnie muzyka w głowie. Tom lubiał. Wszystkie kawałki, jak muzyki inne grali
Nasi rozmówcy. „W pamięci i na zdjęciach. Badania terenowe i wystawa fotografii o Woli Sękowej”
W 2025 roku, realizując projekt "W pamięci i na zdjęciach. Badania terenowe i wystawa fotografii o Woli Sękowej" przeprowadziliśmy rozmowy z najstarszymi, i nieco młodszymi mieszkańcami Woli Sękowej. Wśród rozmówców znalazły się też osoby z innych miejscowości, związane z Wolą Sękową i najbliższym regionem. Poniżej prezentujemy ich sylwetki. Jan Jakubowski. Urodzony w 1929 roku w Nadolanach. Mówi o sobie, że od małego "chodziła za nim muzyka". Uczył się grać, podsłuchując starszych muzyków. Jego talent muzyczny dostrzegli bliscy. W wieku kilku lat dostał pierwszą harmonię od wujka, który zarobił na nią podczas wyjazdu za granicę. Później, jako nastolatek, skończył dwie klasy szkoły muzycznej we Wrocławiu, dzięki cioci, która wyjechała po wojnie na tzw. Ziemie Odzyskane. Wrócił do Nadolan i grał jako harmonista w Kapeli Janów, ogrywając wesela i zabawy w okolicy. Maria Jakubowska. Urodzona w 1944 roku w Dydni. Jako młoda dziewczyna mieszkała z rodziną w pożydowskim domu w pobliżu PGR-u w Woli Romanowej, gdzie przeprowadzili się z Dydni, szukając lepszych warunków do życia. Tam, podczas wiejskich dożynek poznała muzyka - Jana Jakubowskiego. Po pół roku, podczas którego Jan dojeżdżał z Nadolan do Woli Romanowej rowerem, została jego żoną i przeniosła się do Nadolan. Pracowała w gospodarstwie, wychowywała dzieci i utrzymywała