Józefa Wolańska. Rękodzieło, bibułkarstwo, hatf.
Józefa urodziła się w 1950 roku w Posadzie Jaćmierskiej. Pracowała jako bibliotekarka w Jaćmierzu i Bażanowce. Z momentem zmian ustrojowych zaczęto likwidować biblioteki wiejskie podlegające wówczas pod Bibliotekę Wojewódzką w Krośnie. Zagrożona likwidacją była również biblioteka jaćmierska. Wobec perspektywy utraty pracy i uczucia niepewności, Józefa postanowiła udać się na dwuletni kurs rękodzieła artystycznego we wzdowskim Uniwersytecie Ludowym. Biblioteka nie została zlikwidowana, rękodzieło zostało jednak z Józefą. Nabyte umiejętności umożliwiały jej teraz prowadzenie zajęć warsztatowych z dziećmi i młodzieżą. Sama również zajęła się realizacją swoich pomysłów. Jej największą miłością stały się kwiaty z bibuły. Samodzielnie wymyśliła sposób na stworzenie papierowego mniszka, z którym jest kojarzona w Jaćmierzu. Jej mlecze łudząco przypominają prawdziwie kwiaty. Oprócz tego wykonuje również tulipany, róże i bratki. Zajmuje się haftem wstążeczkowym i koralikowym.Józefa Wolańska poświęca swoje życie również na działalność społeczną. Jest aktywną członkinią Koła Gospodyń Wiejskich, które w Jaćmierzu ma ponad stu letnią tradycję, a także opiekunką jaćmierskiej Izby Pamięci. 1. Decyzja o nauce w Uniwersytecie Ludowym we Wzdowie Ale w międzyczasie, no ja wiedziałam, że tutaj we Wzdowie istnieje ten Uniwersytet Ludowy. A ponieważ w bibliotece też były prenumerowane gazety [
Józef Hajduk. Stolarstwo.
Józef Andrzej Hajduk urodził się w 1949 roku. Razem z trzema braćmi wychował się przy ulicy Traugutta w Sanoku. Ukończył Technikum Metalowe przy ulicy Stróżowskiej w klasie obróbki i skrawania. Od roku 1966 pracował na ślusarni przy fabryce Stomilu. W między czasie został powołany do wojska. Po powrocie pracował w charakterze mistrza na odcinku „metalowym”. W owych czasach w Stomilu szkolono uczniów szkół zawodowych i technicznych pobierających praktyczną naukę. Józef pełnił rolę opiekuna uczniów. Po odejściu z fabryki uzupełnił wykształcenie w kierunku obróbki drewna. Jako członek Cechu miał możliwość założenia własnej działalności. W roku 1978 wraz z kolegą Januszem otworzył stolarnię. W roku 1981 podczas walnego zgromadzenia wybrano Józefa Hajduka na Starszego Cechu. Pełnił on tą funkcję do momentu rezygnacji w roku 1997, żeby ponownie przyjąć ją w 2012 roku. 1. Założenie własnego zakładu stolarskiego A kolega był zatrudniony u nas na Wydziale. Ale wcześniej nie pracował, był ciężarowcem, nawet członkiem kadry narodowej. I tak mówimy: "Słuchaj, chodź się zwolnimy i założymy własną działalność." Bo to taki trend był, że powstawały. Wtedy to był 1978 rok. Powstawały mniejsze zakłady. Rzemieślnicze takie. My otworzyliśmy najpierw zakład ślusarski. Ale zauważyliśmy, że ludzie szukają wyposażenia, powiedzmy do przedpokoi jakieś tam wieszaki, szafki, szafeczkę pod telefon.
Dawid Jach. Kowalstwo.
Dawid Jach urodził się w Sanoku, w 1986 roku. Przez pierwsze dziesięć lat życia wraz z rodzicami mieszkał przy dziadkach. Dziadek Jan wywarł na Dawida ogromny wpływ, ponieważ wpuszczał dziecko do swojej kuźni zlecając drobne prace. Dawid ukończył sanockie technikum na kierunku Obsługa i Naprawa Pojazdów Samochodowych, a następnie studia inżynierskie. Przez pewien czas pracował w dużych firmach żeby ostatecznie podjąć decyzję o spełnianiu swoich marzeń i zaopiekować się XIX wieczną kuźnią, która dzięki temu odżywa na nowo. 1. Wspomnienie o dziadku. Nazywam się Dawid Jach, urodziłem się w Sanoku w 1986 roku, 22 marca. Mieszkam w Rozpuciu, już całe życie. Całe życie nie do końca, bo pierwsze moje 10 lat mieszkałem właśnie z dziadziem. Przez 10 lat, tak jak wspominam. Pracowałem z dziadziem od małego. Dziadzio mnie uczył tego fachu kowalstwa. Teraz ja to próbuję trochę ciągnąć. Mam syna, dwunastoletniego, który też uwielbia ze mną przesiadywać w tej kuźni i coś tam klepać. Więc myślę, że ta nasza historia nie zaginie. mechanizm dmuchawy 2. O dziadku Janie Pszturze. 3. Działalność rzemieślnicza i społeczna. 4. Synowie byli czeladnikami u ojca 5. Melodie na dwa młotki - dziadek kowal i muzykant. 6. Kowal był na wsi drugi po księdzu. Trudności czasu wojennego. 7. Przemiany. Zmiana zapotrzebowania na usługi kowalskie. 8. Maszyny
Anna Woźniczak. Rękodzieło, pisankarkarstwo, bibułkarkarstwo, plastyka obrzędowa.
Anna Woźniczak urodziła się w 1952 roku, pochodzi z Wolicy. Od najmłodszych lat Anna przyglądała się mamie Katarzynie, która jak wiele gospodyń w owym czasie, poza codziennymi obowiązkami szyła ubrania, dziergała na drutach, a w adwencie przygotowywała ozdoby świąteczne. W ciągu swojego życia pracowała w zakładach Stomilu, a także prowadziła gospodarstwo rolne. Rękodzieło było obecne w ciągu całego jej życia. Obecnie zajmuje się przeróżnymi technikami, zarówno tymi tradycyjnymi jak batikowe zdobienie jaj, czy haft krzyżykowy, jak i nowoczesnymi rodzajami rękodzieła (quilling, ozdoby ze sznurka). Anna Woźniczak jest znawczynią ziół, które zbiera, suszy i stosuje. Zioła, ozdobne kwiaty i trawy są również ważnym elementem wiązanek przygotowywanych na okoliczność Niedzieli Palmowej, czy Oktawy Bożego Ciała. Palmy Anny są wyjątkowe. Wykonuje je z użyciem suszonych kwiatów - zatrwianów, a także drżączki, kłosów pszenicy, bukszpanu (zamiennie gałązek tui), krwawnika, trzciny. 1. Wykonywanie palm na Wielkanoc A mama robiła palmy wielkanocne?Robiły, ale nie takie, jak teraz się robi.No, a jakie robiła mama najpierw?No to kilka tych gałązek palmy takiej, co się zbiera. [
Aleksandra Kabala – Pisanki batikowe
Aleksandra Kabala urodziła się w 1981 roku. Swoje dzieciństwo spędziła w sąsiedztwiebudynku Uniwersytetu Ludowego Rzemiosła Artystycznego, gdzie kiedyś znajdowała sięsiedziba przedszkola i szkoły podstawowej. Wykonywania pisanek woskiem nauczyła się w domu rodzinnym, od swojej babci - Genowefy. Umiejętność zdobienia pisanek wykorzystuje też w swojej pracy pedagogicznej.Tworzy również biżuterię koralikową. 1. Technika pisania pisanek - przejęta od babci Technikę pisania woskiem poznałam od babci. Wtedy nie pisałam na takiej kuchence (indukcyjnej), tylko na kuchni kaflowej. Tam zdecydowanie lepiej się to robiło, bo zawsze mogłam sobie sterować, przesuwać pojemnik z woskiem w miejsce, w którym płyta była bardziej albo mniej nagrzana. Mogłam regulować w ten sposób ciepłotę wosku. Bo wosk, jak jest za zimny, to się nie chce ciągnąć, jak jest za gorący, to też się nie chce ciągnąć. Muszę pilnować, żeby nie był za gorący, bo wtedy jak się za mocno dymi, to źle się pisze. I patyczek, którym piszę, nie wiem ile ma lat, to chyba jeszcze po babci. Nabity z jednej strony szpileczką, a z drugiej strony jest zwykły gwoździk. Gwoździk, ma taką większą główkę. Babcia pokazywała nam różne techniki, pokazywała jak pisać. Potem było skrobanie pisanek (z wosku). Należało uważać, żeby jajko nie pękło podczas skrobania. A ja potem doszłam do wniosku,
Władysław Komański. Koronka, haft, szydełkowanie.
Władysław Komański urodził się w 1966 roku, w Posadzie Zarszyńskiej. Od dziecka przejawiał zamiłowanie i talent do prac ręcznych. Z haftem i koronką zetknął się pierwszy raz, obserwując swoją babcię oraz sąsiadkę. Od tym pań uczył się podstaw rękodzieła. Swoich prac nie wykonuje na sprzedaż, zawodowo pracował w innych sektorach, ale przez całe życie rękodzieło było, i nadal jest, mu bliskie. Obecnie, oprócz wykonywania prac, reprezentuję swoją miejscowość i region na przeglądach i festiwalach. Uczy też młode pokolenie rękodzielników. Udziela się społecznie, jest sołtysem wsi Posada Zarszyńska. 1. "Wstyd to nic nie umieć." Pierwsza impreza wyjazdowa. Pierwszy raz pojechałem, to było zakończenie wakacji z koniem huculskim. No to była taka pierwsza wtedy już impreza. Pod auspicjami województwa nawet. Już województwo wtedy coś tam sponsorowało. (Namawiali) żeby ktoś pojechał, no to no dobra, to pojadę. Pojechałem.Jakieś może osiem, dziewięć lat temu. To są lata współczesne. Tam wtedy pojechałem. I tak, no co, no co, będziemy siedzieć? Ja byłem tam, były jeszcze dwie dziewczyny z Długiego. I ktoś jeszcze potem dojechał, jeszcze jedna pani. Siedzimy, to tak po prostu robimy (swoje dziedziny rękodzieła), żeby było (ciekawie), żeby był tłum. I nie zapomnę, jak taki turyści szli, robił zdjęcia. I tak (jeden) stanął nade mną
Piotr Staruchowicz. Rzeźba.
Piotr Staruchowicz pochodzi z rodziny o bogatych tradycjach rzemieśniczych. Jego dziadek, Jan Staruchowicz (1888-1976) był kowalem. Jako młody mężczyzna wyemigrował do Stanów Zjednoczonych, gdzie ożenił się z Katarzyną . Przed wybuchem I wojny światowej Staruchowicze wrócili do Zarszyna wraz z czwórką dzieci. Wychowali w sumie ośmioro dzieci, z których czterech synów urodzonych w Stanach wróciło za ocean przed wybuchem kolejnej wojny. Jan pracował jako kowal w dworze Wiktorów, później w siedlisku Myczkowskich w Besku. Piotr Staruchowicz imał się wielu zajęć i zawodów. Urodził się w 1957 roku. Podjął naukę w szkole budowlanej. Ponieważ placówka szkoły nie posiadała własnej sali gimnastycznej, uczniowie chodzili na sanocki stadion Wierchy w ramach wychowania fizycznego. Tam po raz pierwszy spotkał się z dyscypliną podnoszenia ciężarów. Siły miał dużo, ponieważ w ósmej klasie dorabiał sobie na stacji w Zarszynie rozładowującwagony z cementem i nawozami. W związku z tym szybko został zauważony przez trenera sekcji i rozpoczął treningi. Z biegiem czasu został zatrudniony w Stomilu, w brygadzie remontowej. Pracował do godziny jedenastej, a potem był zwalniany na treningi. W karierze sportowej zaszedł daleko, był członkiem reprezentacji zawodowej. Był uczestnikiem licznych zawodów krajowych i zagranicznych, zdobywcą wysokich miejsc, oraz wyróżnień. W 1980 roku zmuszony został do zakończenia kariery sportowej.
Maria Gibczyńska. Kaletnictwo.
Maria Gibczyńska urodziła i wychowała się w Markowcach. Idąc w ślady siostry Emilii, ukończyła szkołę zawodową w Sanoku uzyskując tym samym tytuł krawcowej. Następnie rozpoczęła pracę w zakładzie kaletniczym Bronisławy Janickiej przy ulicy Lipińskiego. W zakładzie Maria pracowała przez okres pięciu lat. W tym czasie wyszła za mąż za Stanisława. Młode małżeństwo zamieszkało w Sanoku. Z czasem Janicka zaproponowała Marii przejęcie warsztatu. Po zdaniu egzaminu czeladniczego, pani Maria prowadziła zakład kaletniczy w Sanoku aż do emerytury, przez blisko 40 lat. 1. Początki w zawodzie kaletniczki Skończyłam szkołę odzieżową w Sanoku. [
Małgorzata Konik. Haft krzyżykowy.
Małgorzata Konik pochodzi z Olchowiec. Jej ulubioną dziedziną rękodzieła jest haft krzyżykowy, którym zaraziła ją sąsiadka. Pierwszeprace wykonała dwadzieścia lat temu. Zarobkowo pracuje w innym sektorze, a wykonywanie haftów jest dla niej pasją i momentem wyciszenia po dniach pracy i obowiązków domowych. Prace, które tworzy, powstają często z myślą o konkretnej osobie, dla której mają powstać. Wyszywaniu najczęściej towarzyszy intencja. Oprawiane później w specjalną ramę obrazy upamiętniają ważne wydarzenia z życia własnego, ale też osób obdarowywanych. 1. Pierwsze prace, początki. Bo to właśnie dostała moja Wiktorynka na chrzciny. To jest nieco nieidealnie, bo na przykład tutaj oczy ma takie nierówne. Ale jak człowiek jak się uczy to różne popełnia błędy. [
Franciszek Krystyn Krzanowski
Franciszek Krystyn Krzanowski urodził się w Mrzygłodzie. Jako dziecko był świadkiem ostatnich chwil trwania wiekowej tradycji mrzygłodzkiego garncarstwa. Pan Franciszek z wielkim sercem i zadziwiającą, niemal fotograficzną pamięcią, opowiada o zapamiętanych z dzieciństwa szczegółach, dotyczących pracy swojego dziadka Franciszka Krzanowskiego, zwyczajach dotyczących wypału i życia społecznego mrzygłodzkich garncarzy. Jednym z ciekawych wątków tej opowieści jest ten związany z postacią Aleksandra Rybickiego, wybitnego muzealnika, który w czasie II wojny światowej był zaangażowany w działalność partyzancką. Jego losy splotły się ściśle z rodziną Krzanowskich, oferujących mu schronienie w trudnym czasie. Ta znajomość zaowocowała przyjaźnią, mającą odzwierciedlenie w spotkaniach w latach powojennych, oraz w dokumentowaniu przez Aleksandra Rybickiego pracy i życia ostatnich garncarzy w Mrzygłodzie. 1. O dziadku Franciszku Krzanowskim. Znajomość wojenna z Aleksandrem Rybickim Dziadek się urodził w 1899 r. W czasie pierwszej wojny światowej został wcielony do Armii Hallera, był obrońcą Lwowa. Tam został ranny, dostał się do niewoli. Z niewoli szczęśliwie jakoś się wydostał. No i później po wojnie, jak jak były robione zręby państw państwowości, dziadziu został wcielony do policji. Był policjantem. Później [