Maria Więcławska. Urodzona w 1950 roku w Woli Sękowej. Rozmówczyni o niezwykłej pamięci i wiedzy na temat członków swojej rodziny, których koleje losu i polityczne zrządzenia porozrzucały po Polsce i świecie. Pani Maria podzieliła się też z nami niezwykle obrazowym wspomnieniem, dotyczącym sceny rozbierania cerkwi w Woli Sękowej, z nakazu lokalnych władz, w latach 50 XX wieku.

1. Zburzenie cerkwi w Woli Sękowej

Cerkiew miała wewnątrz kolorową polichromię, jakieś niebieskie kolory mi się kojarzą. Ściany były pomalowane albo pokryte płótnem. Nie pamiętam dokładnie, wiem, że całe ściany były pomalowane.

Byłam dzieckiem. Nikt nie chciał pierwszy uderzyć siekierą w tą cerkiew. Ludzie protestowali, kobiety płakały, krzyczały, a myśmy, jako dzieci, nie wiedzieli o co chodzi.

Pamiętam moją przyszywaną babcię, Zosię. Ona bardzo krzyczała. Bardzo. I ta druga babcia, sąsiadka, ona była grekokatoliczką. Natomiast babcia Rajchlowa to była rzymokatoliczka. Ale obydwie tam wtedy były. Zresztą, inne kobiety ze wsi też przyszły, tylko ja nie wiedziałam kto jest kto. I taki był płacz tam i krzyk: „Nie dajcie świątyni! Nie dajcie!” No ale co. Kazali zburzyć.
Te dwie kobiety zapamiętałam, bo je znałam. Jako dziecko ja słabo się orientowałam o co tu chodzi. No i później – nie ma świątyni, to nie ma. Zbudowali z desek Dom Ludowy. A jak już zaczęły się jakieś imprezy w Woli, w Domu Ludowym, to ludzie siedzieli. Byli, rozmawiali, pili wódkę, ale nie tańczyli.

2. Przesiedlenia i zmiany miejsca zamieszkania

– Wujek wyjechał do Legnicy. Na Ziemie Odzyskane. Ani chwili się nie zastanawiał. Mieszkali „na kupie”. Było ich wielu, babcia urodziła chyba ośmioro dzieci, pięcioro przeżyło. Jeden, to wujek Jerzy, co wyjechał do legnicy. Jego siostra to Maria Kiczorowska. Ona wyszła za Łemka i w ramach Akcji Wisła została wyrzucona nad morze. Ona nigdy nie przyjechała tutaj. Miała taki żal, że nie przyjechała tu nigdy.

– O co miała żal?

– Że ona Polka, a ją wysiedlono.

3. Sceny rodzinne

Jeden z wujków w drewnie rzeźbił. Jak mama robiła pierogi, to zawsze jej, hap! Zabrał kilka kawałków ciasta. I robił pieski, kotki. Stawiał na płycie kuchennej, piekł.  Mama dopiero wtedy widziała, że jej zabrał to ciasto. No i już była awantura. To był stary kawaler, przy rodzicach mieszkał. Mama mówiła: Wyszłam za mąż za jednego, a mam dwóch do opierania i karmienia!

4. Nauka

Rodzice zrobili wszystko, żebym ja skończyła szkołę. I mój tato zawsze w ten sposób mówił: Ucz się dziecko, ucz. Bo nauka to potęgi klucz. Co się nauczysz, to ci ani ogień nie spali, ani woda nie zabierze. I tu miał rację. Ja miałam takie załamania, akurat był czas zimnej wojny. Powiedziałam, że nie będę się uczyć, że będzie wojna i co mi z tego, że ja się będę uczyć, jak będzie wojna. A rodzice mi przetłumaczyli nawet w czasie wojny wykształcenie daje dużo. W przypadku bycia człowiekiem. No i tak posłuchałam i skończyłam tą maturę.