Teresa Cieślar. Urodzona w 1946 r. w Woli Sękowej. Jako dziecko odwiedzała często tatę, pracującego w kopalni ropy naftowej w Woli Sękowej. We wspomnieniach przytacza zwyczaje związane z pracą i świętowaniem, m. in. sobótek. Lubiła pracę w gospodarstwie, pomagała rodzicom, prowadziła własny dom. Po śmierci pierwszego męża, wyszła ponownie za mąż za Jerzego Cieślar (ur. 1955 r.), który był obecny przy rozmowie i uzupełniał niektóre wypowiedzi na temat pracy i dawnego trybu życia.
1. Praca. Budowa domu.
T.C.: Kto chciał to się narobił. Moja mama to się strasznie narobiła. Ona końmi jeżdziła. Parę koni brała, do lasu. Buty tatowe [zakładała], takie gumofilce, i do lasu po drzewo jeździła. Tata wreszcie, tam na kopalni był. To w przerwie: hut, hut, hut. Jodły nacieny i nałożyły na wóz i mama pojechała na tarak. Tam na takie góry wyjechała, już nie mogła, konia gonić, puściła lejce i wio. Konie zegnały jak długie. Na dole tam stanęły, mama doszła. Takie fajne konie miała. Doszła i pojechała na tartak. Na tartaku sama se kloce zwaliła [z wozu]. Najgorzej było deski nałożyć, to jej czasami jakiś chłop pomógł. I cały ten dom [w którym toczyła się rozmowa], to z tego drzewa, co mama woziła. To drewniany.
Tam na tartaku ucieni, ona pojechała, deski nałożyła na ten wóz i przywiezła.
2. Narobić się trzeba było ręcznie.
T.C.: Narobić się trzeba było ręcznie. Pszenicę my miały tak półtora hektara. I tak było to. My czterdzieści kop składały, na kopę. I my z mamą kosiły. Trochę ona, trochę ja. Obie. A potem zwiezły se do domu. Była maszyna, pod takim dachem, szopa. Zwiezły, potem ja na maszynie byłam, spuszczałam to zboże, mama przy słomie, sama, a tata podawał mi snopy i zboże.
3. Zmiany.
T.C.: Zmienia się, zmienia się. Jakby tak stare ludzie dawne powstały to by się dziwiły, nic nie wiedziały. Te maszyny wszystkie, co to teraz są. Gdzie to nam. Pług. Brony. Koń. Sierpem się żeno. Kosą. Motyką kopały kartofle. Wszystko. Takie skiby co były, to motyką przekopywały na drobne, żeby coś tam siały.
A.K.: Motyką się równało te skiby?
J. C.: Przekopać ziemię. Żeby kartofle posadzić.
4. O kopalni w Woli Sękowej
A. K. : A babcia gotowała tam w kopalni, czy w domu?
T.C.: Nie, tam, w baraku. A to nie był barak, taki barak. To był taki długi dom. Fajnie tam było. Tam kierowniki spały. I babcia tam gdzieś piekła.
A.K.:
To pani pamięta tą kopalnię?
T.C.: Tą kopalnię tak. Bo ten barak później my kupiły, ten dom rozbierały. Tata rozbierał, ja jeździła tam z nim. I to rozbierały my.
—
A.K.: Jak wyglądała ta kopalnia oprócz tego, że był barak? Co było dookoła?
T.C.: Tam było normalnie podwórze i studnia była. A kpoalnia była, na miejscu było wydobywanie, tam motor i takie tam. A potem już na górze, w lesie, to było cztery, te szyby. Pod samej górze. Tam były takie belki straszne, co ta ropa tam leciały na dół. Była kuźnia taka, barak był normalny. A kużnia to była taka drewniana, ale kuźnia była, tam klepały cobądź.
A.K.: A kto był kowalem?
T.C.: Tata mój [Hamerski]. On zrobił wszystko. I podkowę i co trzeba było, konia okuł. Wszystko.
A.K.: Czyli tata pani w kuźni kuł?
T.C.: Był taki drugi też dziadek tam. Ale tata przeważnie.
5. Sobótka
Nas było tu dużo. Dziewcząt i chłopczysk z tego samego roku. I my się tak schodziły. To o, była sobótka, to tam aż na górze, gdzie te krowy się pasły. My nacieny sobie jałowców, wyschły. Potem my zniesły. I jak sobótka, to my szły tam palić wszystkie. I latały my z tym ogniem! To młode były…
—
Wtedy paliło sie sobótki, gdziekolwiek. Tam z góry było widać i tu, na tej drodze, to widać było. Ale nie latały tam między domami. A tu, na górze, puste pole. Miały my tak.
A.K.: To młodzi z tymi pochodniami, czy starsi też?
T.C.: Młodzi, młodzi. Stary tam nie leciał. Ale my już też nie takie gówniarze, jeno starsze takie. Do szkoły my chodziły, siódma klasa, ósma.